Sto lat temu. Święta Bożego Narodzenia 1914 roku. Front zachodni I wojny światowej w okolicach Ypres w Belgii. W wieczór wigilijny doszło do niecodziennego rozejmu między żołnierzami alianckimi i niemieckimi. Najpierw szeregowi żołnierze niemieccy udekorowali swoje okopy lampkami i ozdobami bożonarodzeniowymi. Zaczęli śpiewać kolędy i wykrzykiwać życzenia. Z obydwu stron żołnierze powychodzili z okopów, by uściskać się z wrogami. Potem doszło do kontaktu oficerów.  Zbratały się całe oddziały, wymieniając się drobiazgami, zawartością paczek świątecznych i używkami.

Abstrahując dziś od sensowności i celowości I wojny światowej, zwróćmy się do Słowa Bożego, które jednoznacznie mówi, że jest inna wojna. W jej ramach każdego dnia toczy się bój. Sprawdźmy, czy można w tym konflikcie zawrzeć jakiś rozejm na święta?

Przywdziejcie całą zbroję Bożą, abyście mogli ostać się przed zasadzkami diabelskimi. Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich. Dlatego weźcie całą zbroję Bożą, abyście mogli stawić opór w dniu złym i, dokonawszy wszystkiego, ostać się. Stójcie tedy, opasawszy biodra swoje prawdą, przywdziawszy pancerz sprawiedliwości i obuwszy nogi, by być gotowymi do zwiastowania ewangelii pokoju, a przede wszystkim, weźcie tarczę wiary, którą będziecie mogli zgasić wszystkie ogniste pociski złego; weźcie też przyłbicę zbawienia i miecz Ducha, którym jest Słowo Boże [Ef 6,11-17].

Wszystkim się to podoba, że świętowanie Urodzin Jezusa odbywa się w powszechnie miłej atmosferze.  Piękne dekoracje, wigilijne sianko, dobre jedzonko.  Choćby chwilowa, ale zgoda, życzenia, podarunki… Taki charakter nadaliśmy wspominaniu narodzin Jezusa. A jak było w rzeczywistości? Na niemowlę Jezus nie czekała kolorowa kołyska otoczona gronem dziadków i rozentuzjazmowanych cioć. Chwile narodzin Jezusa w Betlejem były pełne złowrogiego napięcia. Przymus ze strony okupanta, że nawet ciężarna kobieta musiała odbywać męczącą podróż, żeby się stawić do spisu ludności. Brak noclegu w Betlejem i przyzwoitych warunków do porodu. Zaraz potem zagrożenie ze strony obsesyjnego Heroda. Ucieczka do Egiptu. Rzeź niemowląt w Betlejem. W tym czasie Boży ludzie musieli otrzymywać konkretne instrukcje od Boga i ściśle według nich postępować. Nie można było sobie pozwolić na żadne, choćby chwilowe, zrobienie czegoś po swojemu. Józef miał wiać do Egiptu. Mędrcy mieli wracać inną drogą.

Faktycznie, całe życie i publiczna służba Jezusa przebiegała w niesprzyjających warunkach i wrogości ze strony świata. Nie było czasu i miejsca na żaden rozejm. Nie było kompromisów w dążeniu do celu, ani jednoczenia się z kimkolwiek.

Trzeba nam przyjąć do wiadomości, że trwa konflikt. Toczy się śmiertelny bój o twoją i moją duszę. Przeciwnik przychodzi tylko po to, aby kraść, zarzynać i wytracać. Wspomnianym na początku żołnierzom  trudno było odnaleźć się w nowej rzeczywistości, że od 28 lipca 2014 roku stali się częścią ogromnego konfliktu. Biblia objawia, że i my toczymy bój.  Nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich [Ef 6,12].

Nie od nas zależy, jak i pomiędzy kim  przebiega linia duchowego frontu. Czasem jest to dla nas trudne do zrozumienia i pogodzenia się z tym, ale Pan powiedział: Nie mniemajcie, że przyszedłem, przynieść pokój na ziemię; nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić człowieka z jego ojcem i córkę z jej matką, i synową z jej teściową. Tak to staną się wrogami człowieka domownicy jego. Kto miłuje ojca albo matkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien; i kto miłuje syna albo córkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien [Mt 10,34-37]. Biblia jest pod tym względem bardzo jednoznaczna.  Wiarołomni, czy nie wiecie, że przyjaźń ze światem, to wrogość wobec Boga? Jeśli więc kto chce być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga [Jk 4,4]. Jak wobec powyższego należy patrzeć na to, że niektórzy chrześcijanie bratają się ze światem?

Postarajmy się zauważyć, że inicjatywa rozejmu i duchowego „zawieszenia broni” rodzi się zazwyczaj oddolnie i w okresie świątecznym. Rozejm bożonarodzeniowy nastąpił bez porozumienia z dowództwem. Żołnierzom nie chciało się potem w ogóle powracać do boju. Drugiego dnia świąt wyżsi oficerowie z obu stron próbowali doprowadzić do zakończenia rozejmu. Mimo że rozejm oficjalnie skończył się o 8:30, przez cały dzień nie podjęto walki. Żołnierze obu armii nie śpieszyli się.  Po stronie niemieckiej doszło nawet do krótkotrwałego buntu. W niektórych miejscach rozejm trwał dłużej przeciągając się do 31 grudnia i Nowego Roku. Szkoci utrzymali rozejm aż do 3 stycznia. W celu zakończenia rozejmu użyto  snajperów z obu stron, strzelających do tych żołnierzy, którzy wciąż próbowali przechodzić na drugą stronę okopów. Dopiero gdy  po niemieckiej stronie front obsadziły inne, świeże oddziały z Prus, wojna potoczyła się dalej.

Przyjaciele! Rozpoczęcie wojny lub jej zakończenie nie leży w kompetencji zwykłych żołnierzy. Toczy się ona w wyniku decyzji politycznych. Nie ma w niej miejsca na żadne oddolne inicjatywy. Obowiązuje wojskowa dyscyplina. A jak jest na polu walki duchowej? Czyja jest to wojna? Kto zadecydował, że trzeba ją rozpocząć? 

Na różnych przykładach Biblia uzmysławia nam, że wojna, chociaż zaangażowani są w niej ludzie, wybucha i trwa z nadania Bożego. Przyłóż rękę do sztandaru Pana; wojna jest między Panem a Amalekitami z pokolenia w pokolenie! [2Mo 17,16]. Posłuchajcie uważnie, wszyscy Judejczycy i wy, mieszkańcy Jeruzalemu, i ty, królu Jehoszafacie! Tak mówi do was Pan: Wy się nie bójcie i nie lękajcie tej licznej tłuszczy! Gdyż nie wasza to wojna, ale Boża [2Kn 20,15]. Ludzie Boży mają więc obowiązek prowadzenia walki duchowej, aż wypełni się Boży rozkaz! Nie ma tu miejsca na żadnej oddolne opinie ani inicjatywy zawieszenia broni.

Niestety, czasem chrześcijanie, nie dbając o to, bratają się z bezbożnym światem. Wielu idzie za radą bezbożnych, stoi na drodze grzeszników i zasiada w gronie szyderców [Ps 1,1] Bagatelizując duchowe powody rozdźwięku między religiami, a nawet między wyznaniami chrześcijańskimi – wchodzą w bliskie, pokojowe relacje z ludźmi, którzy głoszą fałszywą ewangelię. Staje się nieważne Słowo Boże: Jeżeli ktoś przychodzi do was i nie przynosi tej nauki, nie przyjmujcie go do domu i nie pozdrawiajcie [2Jn 1,10]. Nie inaczej postępują wobec tych, którzy źle się w życiu prowadzą pod względem moralnym lub etycznym. Rozkaz Pana brzmi jasno: Lecz teraz napisałem wam, abyście nie przestawali z tym, który się mieni bratem, a jest wszetecznikiem lub chciwcem, lub bałwochwalcą, lub oszczercą, lub pijakiem, lub grabieżcą, żebyście z takim nawet nie jadali [1Ko 5,11]. Ale niektórzy chrześcijanie wiedzą swoje. Uwaga! Tego rodzaju oddolne inicjatywy stają nieraz „świętą krową” chrześcijańskich społeczności. Strach się im sprzeciwić. Trzeba się na nie zgodzić, bo inaczej ludzie się obrażą i odejdą od zboru.

Dlatego pozwalam sobie tym rozważaniem przypomnieć Boży nakaz założenia zbroi i utrzymywania gotowości bojowej. Żołnierze uczestniczący w tzw. rozejmie  bożonarodzeniowym zignorowali rozkazy. Gdy doszło do kontaktu oficerów ustalono, że żołnierze obu stron mają pozostać w swoich okopach. To ustalenie pozostało jednak martwe. Żołnierze przechodzili do siebie nawzajem wymieniając się drobiazgami, zawartością paczek świątecznych i używkami.  Jak brzmi rozkaz Boży dla chrześcijan? Dlatego weźcie całą zbroję Bożą, abyście mogli stawić opór w dniu złym i, dokonawszy wszystkiego, ostać się. Stójcie tedy, opasawszy biodra swoje prawdą, przywdziawszy pancerz sprawiedliwości i obuwszy nogi, by być gotowymi do zwiastowania ewangelii pokoju, a przede wszystkim, weźcie tarczę wiary, którą będziecie mogli zgasić wszystkie ogniste pociski złego; weźcie też przyłbicę zbawienia i miecz Ducha, którym jest Słowo Boże [Ef 6,13-17]. Każdego dnia mamy być opasani prawdą. Ubrani w pancerz sprawiedliwości. Mieć nogi do zwiastowania ewangelii. Mamy być ukryci za tarczą wiary. W polu widzenia mieć  zbawienie. Zawsze  miecz Słowa Bożego trzymać w dłoni.

To zdecydowanie nie pozwala chodzić na kawkę do okopów wroga! Lecz niektórzy chrześcijanie, nie tylko rezygnują z założenia zbroi Bożej na rzecz świątecznych rozejmów. Gotowi są razem się spotykać i bawić! Tak jest, w miejsce duchowej walki pojawia się wspólna rozrywka. W trakcie rozejmu bożonarodzeniowego rozegrano także  mecz futbolowy, który zakończony został wynikiem 3:2 dla Niemiec. Grali, aż futbolówka przebiła się na wystającym drucie kolczastym. Cóż za sympatyczne chwile?! – ktoś by powiedział. Fani piłki nożnej do dziś zachwycają się tym wydarzeniem.

Współcześni chrześcijanie są gotowi bawić się razem ze światem! Mówią: Odłóżmy na bok różnice doktrynalne. Niech będzie ekumenicznie. Zagrajmy i zbawmy się razem. jak to się ma do duchowej rzeczywistości? Wyobraźmy sobie, że ktoś zabił nam najbliższą osobą i należy do gangu, którego herszt nienawidzi nas i nas również chce dopaść i pochłonąć. Gramy z kimś takim w piłkę?
Okres świąteczny to sezon na duchowe rozejmy. Odpinamy pas prawdy. Przestajemy ja głosić i przy niej obstawać. Dla tak zwanej miłej zgody zrzucamy buty gotowości do  zwiastowania ewangelii.
Odstawiamy  tarczę wiary, odkładamy miecz Słowa Bożego. Są przecież święta, więc nie godzi się wykazywać błędów doktrynalnych i niepokoić ich wezwaniami do pokuty. Ciekawe a zarazem intrygujące jest to, że od lat, tuż po świętach mamy w tzw. Tydzień Ekumeniczny. Bóg powiedział: Co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością? Albo jaka zgoda między Chrystusem a Belialem, albo co za dział ma wierzący z niewierzącym? Jakiż układ między świątynią Bożą a bałwanami? [2Ko 6,14-16]. A ludzie wychodzą z okopów, obejmują się z duchowymi przeciwnikami, a do tego jeszcze mają przekonanie, że robią coś szlachetnego i wzniosłego, na co wielu innych nie stać, by to zrobić.

Na czym polega zło takich  rozejmów, choćby były one tylko chwilowe? Otóż w takich chwilach ludzie zza barykady mogą pomyśleć, że straciliśmy rezon i chęć do dalszej walki, że odstępujemy od naszych  ideałów  całkowitego oddania Chrystusowi. Obserwatorzy otrzymują mylący sygnał, że jednamy się ze światem. mało tego, nam samym może się takie zawieszenie broni bardzo spodobać. Uznanie, miejsce obok biskupa, akceptacja w gronie bogatych i bezbożnych – na tego rodzaju haczyk złapała się już niejedna chrześcijańska dusza.

Raz jeszcze powróćmy do ilustracji wstępnej. Miasteczko Ypres w Belgii zasłynęło z okresu I wojny światowej nie jako miasto zgody i zawieszenia broni. Jak na ironię, znane jest ono jako miasto wyjątkowo doświadczone i całkowicie zrujnowane. Okolice Ypres były miejscem czterech wielkich bitew.  W Jednej z nich, w dniach: 22 kwietnia – 25 maja 1915 roku Niemcy po raz pierwszy użyli chloru, jako bojowego środka trującego. Dwa lata później, właśnie pod Ypres po raz pierwszy na froncie zachodnim użyto gazu musztardowego, od nazwy miasta nazwanego iperytem. Czy nie daje to do myślenia? Tamtejszy rozejm bożonarodzeniowy nie przemienił owej ziemi w bezpieczną i pokojową. Wróg nie przestał być groźny.

Przyjaciele! Przeciwnik, diabeł wykorzystuje okresy świąteczne, podchodzi do nas bliżej, aby potem w sensie duchowym nas potraktować „chlorem i gazem musztardowym”. Rządzący w synach opornych książę tego świata może na jakiś czas przyjąć nawet postać anioła światłości. Stara się uśpić naszą czujność, aby tym bardziej nas potem zaskoczyć i zniszczyć duchowo. Dlatego wzywam: Pozostańmy w zbroi Bożej! Nigdy jej nie zdejmujmy i nie odkładajmy! Kto może niech to zrozumie.

Marian Biernacki

01
lutego

W Antiochii też nazwano po raz pierwszy uczniów chrześcijanami.


Dzieje Apostolskie 11,26

Więcej…

News

Dodaliśmy najnowsze kazania brata Bryana Reynoldsa oraz świadectwo jego nawrócenia. Zapraszamy do wysłuchania!

Informacja o ciasteczkach


Niniejsza witryna internetowa korzysta z plików cookie. Pozostając na tej stronie, wyrażasz zgodę na korzystanie z plików cookie.


 

Więcej…